światło / cień / chwile
fotografia osobistagaleria
migawki
zapiski pomiędzy kadrami
Z potrzeby
zatrzymania.

Fotografia była dla mnie ważna na długo, zanim potrafiłam powiedzieć dlaczego. Poruszały mnie stare rodzinne zdjęcia — również te z osobami, których nie rozpoznawałam — i obrazy mojego dzieciństwa zapisane przez ojca. Jest w nich coś, co zostaje mimo upływu czasu: emocja, obecność, energia tamtej chwili. Z czasem zrozumiałam, że sama też fotografuję z potrzeby zatrzymania tego, co mnie porusza.
Najczęściej przyciągają mnie geometria, światło i cień. Odnajduję je w architekturze, miejskich przestrzeniach, w górach. Czasem w kadr wchodzi człowiek i nagle wszystko układa się wokół jego obecności. Kiedy fotografuję, często odruchowo wstrzymuję oddech. Tak rozpoznaję ten moment: kadr właśnie się wydarza.
Cyfrowo fotografuję od lat. Z analogiem poznaję się dopiero od kilku miesięcy, choć myśl o nim towarzyszyła mi znacznie dłużej. Zanim kupiłam pierwszy aparat, musiałam oswoić obawę, że to wszystko okaże się zbyt skomplikowane. Że zamiast cieszyć się fotografowaniem, utknę w technicznych trudnościach.
Wybór aparatu i decyzje, które do niego doprowadziły, to materiał na osobną migawkę. Tutaj wystarczy powiedzieć, że analog bardzo naturalnie wszedł mi w krwiobieg. Szybko stał się emocjonalnie bliski, bardziej niż się spodziewałam — pod pewnymi względami bliższy niż dobrze znana cyfrówka.
Fotografuję obiema technikami i widzę, jak sam aparat zmienia sposób, w jaki patrzę.
Cyfrówka daje mi swobodę. Pozwala popełniać błędy i od razu je poprawiać. Mogę sprawdzić zdjęcie, spróbować ponownie, nacisnąć spust z większą beztroską. Czasem dopiero po kilku próbach rozumiem, co właściwie zatrzymało mój wzrok.
Z analogiem obchodzę się inaczej. Każda klatka zajmuje konkretne miejsce na filmie, a efekt zobaczę dopiero po jego wywołaniu. Czuję większy szacunek do pojedynczego naciśnięcia spustu. Uważniej wybieram, zanim zrobię zdjęcie.
Widzę tę różnicę również w swoich fotografiach. Jakby aparat, który trzymam w dłoniach albo noszę na szyi, przełączał mnie w inny tryb patrzenia na tę samą rzeczywistość.
Coraz bardziej interesuje mnie też droga od negatywu do papierowej odbitki. W planach mam własną ciemnię.
Wciąż się uczę. Wracam do swoich zdjęć, wybieram, czasem zmieniam zdanie. Prześwit jest miejscem na fotografie, które chcę zachować, i na zapisywanie tego procesu.
Prześwit to światło, cień, powietrze. Oddech. Tak patrzę i szukam obrazów, choć często mam wrażenie, że to one znajdują mnie.
Tutaj zbieram te spotkania.
Zostaw kilka słów.
O fotografii, o tym, co zostało po obejrzeniu.